IX Puchar Wójta dla Dębu Tomice
Puchar Wójta Gminy Tomice Witolda Grabowskiego to dobre przetarcie dla drużyn przed sezonem i przegląd kadr na progu krótkiego okresu przygotowawczego. Impreza zapuściła już korzenie na gminnych murawach. Zwycięska drużyna dostaje zastrzyk energii przed nowymi rozgrywkami.
Przed rozpoczęciem mistrzostw zakulisowo najwięcej szans na zwycięstwo dawano gospodarzom, czyli Wikliniarzowi Woźniki. Biało-zieloni byli tego bardzo blisko, ale grający w mądry, wyrachowany sposób tomiczanie, okazali się lepsi w bezpośrednim starciu, a tylko zwycięstwo dawało im triumf. Wszystkie zespoły otrzymały od Gminy Tomice poczęstunek oraz bon na 350 złotych.
Pod nieobecność Witolda Grabowskiego, Puchar Wójta oraz nagrody wręczyli kapitanom wszystkich drużyn sekretarz Gminy Tomice Grzegorz Łopatecki oraz koordynator ds. sportu i rekreacji Paweł Kręcioch.
Dąb Tomice – Orzeł Radocza 1:0 (1:0)
Pierwsze 10 minut wyrównane i zachowawcze z obu stron, jednak lepiej piłką operowali tomiczanie. Próbowali przebijać się poprzez linie. Orzeł, jeśli nadarzyła się okazja, grał dynamiczniej, “dłuższą piłką”. Jedyny gol padł w 20 minucie, ale takie trafienia “idą” w powtórkach najlepszych europejskich lig. Filip Wisiorek otrzymał piłkę w prawym sektorze, nikt do niego nie doskoczył, więc “złamał” do środka, po czym złożył się do strzału lewą nogą (znów żadnej reakcji rywali) i piłka wkręciła się idealnie w przeciwległe “okienko”. Trafienie, które strzelec zapamięta na całe życie, tym bardziej, że summa summarum pozwoliło ono sięgnąć po mistrzostwo, gdyż każdy gol Dębu w tym turnieju ważył tyle, co sztaba złota.
Po zmianie stron dobrych okazji również było jak na lekarstwo. Dąb uderzył, ale niezbyt groźnie dwukrotnie, a piłkarze Orła właściwie nie zatrudnili Krystiana Góralczyka.
Wikliniarz Woźniki – Orzeł Radocza 7:3 (4:1)
Orzeł przetrwał pierwsze pięć minut, ale czterokrotnie popracować musiał w bramce Rafał Nowak, dodatkowo w słupek wycelował Daniel Mleczko. Co się odwlecze… W 6 minucie “Mleko” łatwo minął dwóch rywali w lewym sektorze i pewnie kopnął w kierunku dalszego słupka. Dwie minuty później wystawił piłkę Michałowi Stańczykowi, a ten trafił do pustej bramki z 3 metrów. Orzeł nieco uszczelnił defensywę, wybrał się kilka razy do przodu i kiedy wydawało się, że najgorsze ma za sobą, spadły na niego kolejne dwa ciosy (21 i 23 minuta). Mleczko wsadził z 17 metrów piłkę w “widły”, a za chwilę Łukasz Gacek z ostrego kąta trafił tuż przy słupku. Kilkadziesiąt sekund przed końcem pierwszej połowy w polu karnym spokojem wykazał się Sylwek Dyrcz, zastawił piłkę na 7 metrze, odwrócił się i płaskim strzałem pokonał bramkarza.
Drugi gol dla Orła padł po zmianie stron, w 27 minucie. Fabian Malina wprawdzie uderzał na bramkę, ale wyszło z tego idealne podanie do Arka Skoczylasa, trafiającego pod poprzeczkę. Następnie dwie “setki” zmarnował Wikliniarz, ale zdobył kolejne trzy gole: Mleczko dołożył nogę na 7 metrze, a potem w dwie minuty dublet ustrzelił debiutujący w woźnickiej drużynie Kamil Chylaszek (7:2). Praktycznie równo z “końcową syreną” trzeciego gola sprytnym strzałem zza obrońcy dał Orłowi Pytel.
Wikliniarz Woźniki – Dąb Tomice 1:2 (1:0)
Starcie, które okazało się finałem. Wikliniarzowi mającemu na koncie wyższe od Dębu zwycięstwo z Orłem wystarczał remis. Do przerwy prowadził jednym golem, więc dzielił go mały krok od realizacji celu, czyli triumfu na swoim boisku…
Dąb nie szarżował, grał ostrożnie, przeprowadził dwie ciekawe akcje, bez poważniejszego zagrożenia. Równie uważnie do meczu podeszli miejscowi. Zanim zdobyli gola, nie zasiali większego strachu w szeregach rywali. W 18 minucie piłkę z prawej strony otrzymał Mateusz Gaudyn i zachowując spokój wpakował ją do siatki z 5 metrów.
Kibice z Woźnik wydawali się po pierwszej połowie spokojni i po prawdzie trudno się im dziwić. Mecz był “zamknięty”, ich drużyna miała więcej niż potrzebowała. Dąb nie zamierzał jednak składać broni. Nie rzucił się do ataku, ale przeprowadził kilka bardzo składnych, spokojnych akcji. Dwie “setki” zmarnował Tomek Hareńczyk będąc “sam na sam” z bramkarzem (raz z lewej, raz z prawej strony), później “Dęby” w jednej akcji miały dwa strzały z 6 metra… Również się nie udało. Sprawę mistrzostwa dla Wikliniarza mógł załatwić Kamil Chylaszek, ale pięknie mierząc z wolnego obił spojenie słupka i poprzeczki. W 42 minucie na prawej stronie popracował Tyrała, dostrzegł wbiegającego na 5 metr Tomka Hareńczyka, który zgodnie z zasadą “do trzech razy sztuka”, posłał futbolówkę do siatki, choć jego wcześniejsze sytuacje wydawały się łatwiejsze. Rezultat 1:1 nadal pozwalał trzymać rękę na pucharze zespołowi Wikliniarza. Dwie minuty przed końcem Michał Kotowicz uderzył z 22 metrów. Strzał oddany, niezadowolony Michał odwracał się już od bramki, gdyż piłka znalazła się w rękawicach bramkarza. Na chwilę… Interweniował tak niefortunnie, że ześlizgnęła się pod nogi i wturlała za linię tuż przy słupku. Na odrabianie strat zabrakło gospodarzom czasu.
Relacja: PAWEŁ KRĘCIOCH



