Urząd Gminy Tomice
ul. Wadowicka 51
34-100 Tomice
Godziny otwarcia:
poniedziałek: 7:00 - 16:00
wtorek-czwartek: 7:00 - 15:00
piątek: 7:00 - 14.00
Dane kontaktowe:
+48 33 823 35 98
gmina@tomice.pl
Tomice / Aktualności / Sport / Czas podsumowań rozgrywek piłkarskich

Czas podsumowań rozgrywek piłkarskich

Opublikowano w dniu: w kategorii: Sport  

Za nami pierwsza runda sezonu piłkarskiego 2020/2021. Cztery drużyny reprezentujące naszą gminę w tym roku spotkały się w b-klasowych rozgrywkach dostarczając mnóstwo emocji w sześciu spotkaniach derbowych. Zapraszamy na obszerne podsumowanie jesiennej rundy piłkarskiej gminnych LKS-ów.

Runda jesienna, a także okres przed jej rozpoczęciem przyniosły sporo emocji. Zanim rozpoczęły się ligowe zmagania (klasa B III), piękną historię w Pucharze Polski zapisał Orzeł Radocza, doszedłszy do półfinału wadowickiego Podokręgu Piłki Nożnej. W lidze jednak, z teoretycznie słabszymi rywalami, już sobie nie radził. Dąb Tomice zgarnął kilkanaście punktów, ale zabrakło do tego, żeby zobrazować niezły potencjał zespołu. Skawa Witanowice boryka się z największymi problemami, przede wszystkim kadrowymi i dopiero w końcówce rundy dała sobie i kibicom nieco radości i nadziei. Wikliniarz okazał się zdecydowanie najlepszym zespołem, nie tylko w gminie, ale także w całej lidze. Nie popełnił błędów z poprzedniego sezonu i na dystansie 12 meczów zanotował 11 zwycięstw (z rzędu) i tylko jedną porażkę.

SKAWA WITANOWICE, 13 miejsce – „Brak stabilności”

– Przyznam, że przed rundą liczyłem na środek tabeli – mówi prezes Skawy Paweł Jucha. – Niestety już pierwsze mecze pokazały, że jest to scenariusz nierealny. Często to powtarzam, ale takie są fakty – nasz główny problem to bardzo wąska kadra. Brakuje ludzi do gry, więc ciężko spodziewać się dobrych wyników. W 80 procentach meczów mieliśmy do dyspozycji „gołą jedenastkę”. Gdyby tych zawodników było więcej, nawiązywalibyśmy równorzędna walkę, przecież nie byliśmy gromieni, a przegrywaliśmy najczęściej 1-2 bramkami. Jedenastu ludzi nie ma szans w konfrontacji z zespołami, które robią kilka zmian. Zresztą jest na to wymowny dowód. Jedyne spotkaniem w sezonie, gdzie mieliśmy wielu rezerwowych, wygraliśmy. To były derby z Orłem Radocza. Nic się nie dzieje bez przyczyny. W żadnym spotkaniu w tej rundzie nie wystąpiła ta sama grupa zawodników, a już ciągle konieczne rotacje na pozycjach są normalnością. Trudo to wszystko scalić. Inną kwestią są treningi, a raczej ich brak, bo pojawia się na nich 4-5 osób. Świętem jest obecność dziesięciu piłkarzy. Chłopaki pracują w systemie zmianowym, rozumiem, że nie zawsze dadzą radę być na meczu czy treningu, natomiast jest część kadry, której się po prostu nie chce. Część, bo większość podchodzi do reprezentowania klubu bardzo ambitnie. Nie wiem czy wystartujemy na wiosnę, naprawdę się obawiam, że możemy nie podołać temu wyzwaniu. Mając jedenastu-dwunastu ludzi nie da się zagrać całej rundy, przecież dojdą jakieś urazy, kartki. Końcówka rundy była całkiem przyzwoita, a stało się dlatego, że drużyna z meczu na mecz się uczyła, dochodziła do jakiejś formy. Nie będę owijał w bawełnę – „jesień” mogła być ciut lepsza, nawet mimo problemów, o których wspominałem, ale niezbyt przychylnie patrzyli na nas sędziowie. Przegraliśmy trzy mecze przez ich pomyłki. Wnioskowałem już do Podokręgu o nieprzysyłanie na nasze mecze jednego z arbitrów. Jeśli ktoś przed meczem mówi mi, że nas wykartkuje i potem tak się dzieje, to nie jest to normalna sytuacja…

ORZEŁ RADOCZA, 9 miejsce – „Z nieba do piekła. Na koniec czyściec”

– Sezon zapowiadał się bardzo dobrze – przyznaje grający wiceprezes Orła Grzegorz Pszczeliński. – Wydawało się, że nasze dobre pucharowe występy przełożą się na ligę. Przecież pokonywaliśmy lepszych od siebie przeciwników. Nie powiem, że nie bez szczęścia. Leńcze pokonaliśmy w karnych, a z Dębem Paszkówka przegrywaliśmy 0:1 jeszcze w 85 minucie, żeby wygrać w regulaminowym czasie. W lidze było zupełnie inaczej. Jakbyśmy wykorzystali limit szczęścia. Rozumiem porażkę w pierwszym meczu na własnym boisku z Groniem Zagórnik, bo złożyło się tak, że trudno nam było w okresie wakacyjnym zebrać wtedy 11-stkę. Spodziewaliśmy się zwycięstwa na start, ale ten mecz jest „usprawiedliwiony”. Później jednak nastąpiła niezrozumiała seria remisów i porażek, nie mogliśmy wyjść z tego marazmu. Zabrakło meczu „na przełamanie”. W derbach z Dębem Tomice byliśmy zespołem dużo lepszym, a skończyło się bardzo pechowym remisem. Takich spotkań było więcej. Rozmawialiśmy w klubie o możliwych przyczynach naszej zapaści i przyznam, że… nie wiemy, nie znamy odpowiedzi. Być może słabo było z naszą siłą, bo drugie połowy mieliśmy słabsze i wszystko rozstrzygało się w nich na naszą niekorzyść. Zimą wprawdzie trenowaliśmy tak jak zawsze, być może przez tą długą przerwę coś nie „zagrało”, ale inne zespoły miały identyczną sytuację. Po meczu zremisowanym u nas w 7 kolejce meczu z Sokołem Frydrychowice, który wcześniej wygrał w lidze raz, a resztę meczów przegrał, coś „pękło”. Liczyliśmy na wygraną ze słabszym rywalem. Po tym meczu przeprowadziliśmy dyskusję wewnątrz zarządu i postanowiliśmy, ze względu na niesatysfakcjonujące wyniki, zakończyć współpracę z trenerem Markiem Łopatą. Podziękowaliśmy mu za kilka lat pracy i sezon dograliśmy bez osoby prowadzącej zespół. Przyznam, że przed sezonem tak trener jak i my sami liczyliśmy na pierwszą „piątkę”. Taki cel wydawał nam się jak najbardziej realny. Pokazaliśmy się, mimo słabszych wyników z naprawdę dobrej strony z rywalami takimi jak: Dąb Tomice, Borowik Bachowice, z którymi zremisowaliśmy czy Wikliniarz Woźniki, pokonujący nas u siebie 3:2 po wymianie ciosów. Nie ustępowaliśmy nikomu. Jedynym wyjątkiem był Amator Babia, drużyna od nas piłkarsko dużo lepsza, nie mieliśmy szans nawiązać wyrównanej walki. Na sam koniec sezonu nastąpiło oczyszczenie atmosfery, poprawa nastrojów, bo wygraliśmy dwa mecze – z Łysą Górą Zawadka u siebie i na wyjeździe z Zaskawianką. Były to dramatyczne mecze, ale uzyskaliśmy sześć punktów. Kto wie, może dzięki nim wszystko się uspokoiło, wróciła wiara w sens trenowania, pracy. Jesteśmy dobrej myśli przed rundą wiosenną z nowym trenerem.

DĄB TOMICE, 7 miejsce – „Uwolnić potencjał”

– Uważam, że nasz zespół ma potencjał, żeby jednak go wykorzystać potrzeba jeszcze trochę pracy i godnych warunków do prowadzenia treningów, z tym się cały czas borykamy – stwierdza trener Dębu Zbigniew Pytlowski. – Końcowe trzy tygodnie sezonu to praktycznie tylko mecze. Ciężko zrobić jakąś jednostkę, gdy szybko zapada zmrok, a na boisku nie mamy oświetlenia. Mimo wszystko właśnie w tym okresie „postawiliśmy się” Wikliniarzowi Woźniki, zremisowaliśmy na wyjeździe z mocnym Amatorem Babica. Sił nam na pewno nie brakowało. Może tylko w spotkaniu z Groniem Zagórnik fizycznie nie wyglądaliśmy najlepiej. Jeśli będziemy mieć możliwość cyklicznego treningu, uważam, że będzie stać nas w tej lidze na miejsce w pierwszej ”trójce”, a przyszłościowo może i walce o wyższe cele. Przywołam jeszcze raz mecz Wikliniarzem. To jest drużyna, która trenuje bardzo mocno, ma liczną kadrę. My jednak, mimo porażki 1:2, potrafiliśmy się z nią zagrać jak równy z równym. Na dodatek poziom meczu był wysoki. To są przesłanki pozwalające myśleć, że potrafimy i możemy więcej. Nasze miejsce w tabeli nie jest wysokie, natomiast uważam, biorąc to, co los nam dał i zabrał, chyba zasłużyliśmy na 6 punktów więcej. Mieliśmy dużo szczęścia z Orłem Radocza. Zdobyliśmy punkt, choć z gry nam się nie należał. Z kolei powinniśmy wygrać mecze z Grodem Godzisko i Zaskawianką. Pechowo też, bo z indywidualnym błędami, zagraliśmy z Halniakiem II Targanice. Widoczny jest postęp w grze naszej drużyny. Praktycznie w tym samym składzie osobowym zdobyliśmy poprzedniej jesieni tylko 7 punktów. Inaczej, lepiej zachowujemy się na boisku. W budowaniu akcji jesteśmy ustawieni w systemie 4-3-3, broniąc się stosujemy układ 4-5-1. Zawodnikom spodobał się ten sposób, dobrze się w nim czują. Naszą mocną strona jest gra dużą ilością podań i małe gry w różnych sektorach prowadzące do finalizacji akcji. Cieszy nas gra. Na pewno do poprawy jest asekuracja, przekazywanie rywala, pomoc, czasem odpowiedzialność w grze obronnej. Stać nas na to, żeby, przy pełnej mobilizacji, odpowiednich warunkach treningowych, poprawić naszą grę o 60 procent. Za głównego kandydata do awansu uznawałem Borowika Bachowice, oczywiście zwracałem też uwagę na Wikliniarza. Myślałem, że pomiędzy tym drużynami to się rozstrzygnie. Jak widać tylko jeden z tych zespołów prezentuje się naprawdę dobrze. Pozostałe są na naszym poziomie. Lepiej radziliśmy sobie z zespołami wywodzącymi się z klasy C, z wyjątkiem rezerw Halniaka.

WIKLINIARZ WOŹNIKI, 1 miejsce – „Dobry sezon jest maratonem solidnych meczów. Kilka „sprintów” – udanych spotkań – nic nie daje”

– Jestem zadowolony z rundy jesiennej, ale przecież inaczej być nie może – mówi trener Wikliniarz Jacek Nowak. – Zrobiliśmy dobrą pracę, jesteśmy liderem. Oczywiście ktoś może wypomnieć mecz z Borowikiem. Nie da się jednak wygrać wszystkich meczów w sezonie. Piłka jest ciekawa, nieprzewidywalna i dlatego uważam, że zdobywanie trzech punktów w każdym z wcześniejszych 11 meczów określa nasz poziom. Dobra gra Wikliniarza to nie jest przypadek i wynik przygotowań do tej rundy. Jest to dwuletni proces, w którym bierze udział wielu zawodników. Zadeklarowali gotowość i jestem z nich dumny, bo dotrzymują słowa i nadal, już czwarta rundę, solidnie wykonują swoją pracę. Jest w naszej grze sporo plusów, ale też musimy mieć świadomość, że nie gramy idealnie. Ciągle się uczymy. Na pewno nie zawsze udaje się odpowiednio szybko wrócić do obrony, więc tutaj jest potrzeba nieco pracy nad wytrzymałością. Będziemy się skupiać na poprawieniu szybkości przy wyprowadzeniu piłki i rozegraniu. Chcemy też, żeby poszczególne formacje mogły działać bliżej siebie. Dobrze wygląda nasza gra ofensywna, choć jeśli chodzi o samą skuteczność, to jest na zadowalającym poziomie gdy szybko otworzymy mecz. W innym przypadku czasem się męczymy, co było widoczne w spotkaniu, którego się najbardziej obawiałem – z Grodem Grodzisko. Zwyciężyliśmy dopiero po golu w 85 minucie. Tutaj jednak wyszła kolejna nasza cecha – cierpliwość. Wpajam wiarę w sens sumiennej pracy od 1 do 90 minuty, bez pozwalania sobie na wkradnięcie się chaosu. Jeśli zespół jest dobrze przygotowany, to w ciągu całego meczu powinien udowodnić swoją wyższość. Mnie jako trenera interesuje jednakowo wydajne działanie w całym spotkaniu. Dawanie z siebie tych przysłowiowych 120 procent. Oczywiście, wymaga to nakładu sił, ale w którymś meczu 90 czy 100 procent może nie wystarczyć. Zwycięstwa wyrwane po „bólu” smakują najlepiej, bo to jest też przezwyciężanie słabości. Sezon jest maratonem meczów, a nie kilku udanych „sprintów”. Gra w jednej, drugiej rundzie to jest proces. Muszę też zwracać baczną uwagę na mental, żeby nic nie wymknęło się spod kontroli. Mamy świetną atmosferę, ale jak wszędzie zdarzą się czasem jakieś nieodmówienia, przebywamy z sobą bardzo dużo czasu. W razie pojawienia się choć minimalnych problemów, od razu siadamy, dyskutujemy. To jedyna droga do tego, żeby panowała dobra atmosfera. Liczę na dobrą drugą część sezonu. Zrobimy tyle ile maksymalnie możemy. Chcemy popracować spokojnie, bez kontuzji. Oby wszyscy nadal mieli do pracy chęci i „serce”. Może odchodząc nieco od piłki powiem, że to przydają się i sprawdza w życiu. Jeśli wszystkie sprawy są „poukładane”, jeżeli działamy sumiennie z dobrą energią, to nasze życie również wygląda dobrze i harmonijnie. Tego życzę swoim zawodnikom – na boisku i poza nim.

Źródło: Sportowa Gmina Tomice