Urząd Gminy Tomice
ul. Wadowicka 51
34-100 Tomice
Godziny otwarcia:
poniedziałek: 7:00 - 16:00
wtorek-czwartek: 7:00 - 15:00
piątek: 7:00 - 14.00
Dane kontaktowe:
+48 33 823 35 98
gmina@tomice.pl
Tomice / Aktualności / Kultura / Cykl wywiadów “Mam do powiedzenia…” Rozmowa z Władysławem Pasterakiem

Cykl wywiadów “Mam do powiedzenia…” Rozmowa z Władysławem Pasterakiem

Opublikowano w dniu: w kategorii: Kultura  

Władysław Pasterak fascynował się starymi przedmiotami już w młodości. Dostrzegając ich historyczny potencjał, starał się ocalić je od zapomnienia. W 2013 roku otworzył własną Izbę Regionalną, w której można obejrzeć gromadzone od lat eksponaty. Swoimi pasjami podzielił się w kolejnym spotkaniu w ramach cyklu „Mam do powiedzenia…”. Zapraszamy do przeycztania ciekawego wywiadu.

WŁADYSŁAW PASTERAK. „OCALIĆ OD ZAPOMNIENIA”

Władysław Pasterak jest miłośnikiem antyków, rzeźb, artefaktów. Drewnem interesował się od dziecka, co poskutkowało kształceniem się w Technikum Drzewnym w Kalwarii. W 1980 stał się właścicielem własnego zakładu stolarskiego. Wykonywanie mebli go jednak nie zaspokajało. Zawsze starał się ocalić od zapomnienia przedmioty, w których, jak powtarza, zaklęta jest historia. Zamiłowanie do staroci, ich kolekcjonowanie, doprowadziło do powstania Izby Regionalnej. Stanęła w kącie posesji i pozwala odwiedzającym na chwilę zatrzymać się i zanurzyć w historii…

Paweł Kręcioch: Skąd wzięła się Pańska pasja do zbierania antyków i staroci?

Władysław Pasterak: Mogę powiedzieć, że to był proces. Zawsze interesowałem się sztuką i architekturą, dzięki czemu widziałem potencjał przedmiotów, z którymi jako dziecko stykałem się w domu rodzinnym i swojej wsi. Po latach mogłem zacząć je kolekcjonować.

PK: Co było pierwszym przedmiotem, który postanowił Pan przynieść do domu?

WP: Trudno wskazać pierwszą rzecz. Dwa cenne przedmioty pochodzą z mojego domu rodzinnego. Pierwszym jest biała wisząca szafka, która po zastąpieniu jej przez inny mebel, była użytkowana w innych miejscach przez około 55 lat, ale w końcu wróciła do mnie, a konkretnie do mojej Izby. Drugą mającą wartość rzeczą jest maszyna do szycia Adler. Zakupił ją przed 70 laty mój dziadek. Przez 60 lat pracowała na niej moja mama. Inne artefakty znajdujące się w Izbie to efekt zbierania i długoletniej pracy stolarskiej i renowacyjnej.

PK: Od razu po zdobyciu pierwszego eksponatu w głowie zaświtała myśl o kolekcjonowaniu?

WP: Nie było takiego zamysłu. Początkowo gromadziłem różne przedmioty i meble w domu, z założeniem, ze mogą się przydać do użytkowania – mnie lub komuś innemu. Po renowacji wyglądały efektownie, ale nie stanowiły kolekcji.

PK: Co spowodowało, że zdecydował się Pan na otworzenie Izby Regionalnej w 2013 roku?

WP: Zrekonstruowałem mały domek w starym stylu. Miał być magazynem gospodarczym, ale wtedy właśnie dojrzała myśl, żeby wyeksponować w nim część składowanych przedmiotów. Chciałem je pokazać i przez to ocalić od zapomnienia, a także zainspirować do historii część lokalnego społeczeństwa.

PK: Budynek jest ciekawy architektonicznie, jakby wyjęty ze skansenu. Skąd się wziął na Pańskim podwórku?

WP: Dom ma około stu lat i pochodzi z Mucharza. Rozebrałem go, łącznie z dachem, pozostawiając jedynie stare mury. Wykorzystując „zdrowe” drewno złożyłem dom według własnego projektu w 2012 roku. Oczywiście wymagał dalszego remontu i uzupełnień wystroju. Wszystko w nim, oprócz gwoździ i nałożonej farby, jest stare i „oddycha historią”. Domek jest długi na sześć metrów, a szeroki na cztery. Ma omszone pobielane ściany i heblowaną podłogę. Posiada „duszę”.

PK: Zna Pan kogoś z rodziny użytkującej pierwotnie ten budynek?

WP: Tak, miałem przyjemność poznać ostatniego, 90-letniego członka rodziny zamieszkującej dom. Obecnie mieszka w Wadowicach.

PK: W jaki sposób poszukuje Pan przedmiotów do swojej kolekcji?

WP: Drobne przedmioty kupowałem na „pchlich targach”. Część zbioru pochodzi też ze składów złomu. Meble znajdowałem w starych domach. Z kolei dokumenty to w dużej części rodzinna spuścizna jak i darowizna od znajomych. Są w różnym stanie, mają większe lub mniejsze znaczenie.

PK: Planuje Pan pozyskiwanie nowych, konkretnych eksponatów?

WP: Nie. Po prostu czasem coś zauważę i wzbogacę kolekcję. Ostatnio stałem się właścicielem starego ula. Kilka lat wcześniej zdobyłem cenny wóz konny – kolaskę. Przez wiele lat niszczał na świeżym powietrzu, zatopiony drewnianymi kołami w ziemi. Były w fatalnym stanie, całość wymagała kapitalnego remontu. Odnowiona kolaska cieszy oko.

PK: Sporo można zobaczyć także poza ścianą Izby. Ukazuje się szersze spektrum Pana kolekcjonerskiej pasji.  

WP: Od strony północnej do Izby przylega piękna oszklona weranda, również będąca pierwotną częścią tego domu. Udało się też wybudować małą wozownię. Zmieściłem w niej kołyskę, żarna, cepy, narty i koszyki. Ostatnio ten budynek „doczekał się” oszklonych drzwi, oczywiście starych, chroniących eksponaty przed deszczem i śniegiem.

PK: Który eksponat jest dla Pana najcenniejszy?

WP: Na pewno drewniana skrzynia z 1851 roku. Cenna jest też tzw. „szopka afrykańska”, składająca się z sześciu figurek chińskich. Można w niej znaleźć lwy, lamparta i pumę. Zakupiłem ją ćwierć wieku temu. Nie wszystko co ma wartość mieści się w Izbie. Część eksponatów nadal przechowuję w domu. Są to małe i precyzyjnie wykonane drewniane kasetki, figurki i dzieła malarskie. Posiadam też inne szopki bożnonarodzeniowe.

PK: Chętnie gości Pan u siebie wycieczki dzieci z gminy. Lubi Pan przekazywać wiedzę młodszemu pokoleniu?

WP: Cieszę się, że odwiedzają mnie dzieci. Są ciekawskie, czasem trudno je upilnować. Zawsze mam nadzieję, że coś z takiej wizyty zapamiętają. Chcę ich podczas spotkań nauczyć jak najwięcej, opowiedzieć o historii.

PK: Zapisana księga gości pokazuje, że pana misja ratowania historii, przedmiotów, ale także wspomnień się powiodła…

WP: Księga jest bardzo skromna, ale wpisy świadczą o tym, że pomysł z wybudowaniem Izby jest trafiony, a moje hobby ma jakąś wartość, może komuś służyć.

PK: Bierze Pan udział w różnych imprezach okolicznościowych, chcąc przemycić trochę wiedzy?

WP: Rzadko. Czasem w okresie świąt Bożego Narodzenia bywam na bazarach, żeby ukazać szopki jako formę sztuki. Biorę też udział gminnych uroczystościach. Podczas Dożynek pokazywałem jak kiedyś pracowano cepem. Młodzi ludzie nie mają już żadnej wiedzy w tym temacie.

PK: Bywa Pan z większą częścią swojej kolekcji na zewnątrz, biorąc udział w spotkaniach kolekcjonerów?

WP: Jestem otwarty na współpracę, jednak środowisko kolekcjonerów to według mnie świat zamknięty. Najczęściej człowiek zostaje ze swoja pasją sam.

PK: Jak na Pana pasje zapatruje się rodzina? Zapewne trzeba iść czasem na kompromisy…

WP: Kompromisy są rzeczą nieodzowną, a rodzina to moja najcenniejsza kolekcja…

Dopełnieniem rozmowy niech będzie film z wizyty w Izbie Regionalnej. Został nagrany na potrzeby projektu Wirtualny spacer po Tomicach.