Urząd Gminy Tomice
ul. Wadowicka 51
34-100 Tomice
Godziny otwarcia:
poniedziałek: 8:00 - 16:00
wtorek-piątek: 7:00 - 15:00
Dane kontaktowe:
+48 33 823 35 98
gmina@tomice.pl
Tomice / Dla turysty / Tomickie legendy / Opowieść o szkarłatnym karle

Opowieść o szkarłatnym karle

Była pogodna lipcowa noc. Około północy wyszedłem przed dom. Nad potężnymi koronami starych drzew wysrebrzona milionami gwiazd kopuła nieba. Lekki poszum wiatru wędrował pośród gałęzi. Przy mrocznych kępach zarośli wirowały niebieskawe iskierki świętojańskich świetlików. Nagle w ciszę, otaczającą sen przyrody, wdarł się dziwny odgłos. Przypominał turkot zbliżającego się wozu. Hałas rósł, potężniał… Po chwili rozpaczliwy krzyk kobiety, jęk i szloch. Zamarłem z przerażenia. Dudnienie pojazdu ustało. I znowu – cisza.
Po kilku dniach sytuacja powtórzyła się. Właśnie wówczas poznałem przyczynę niesamowitych głosów nocy. Witanowicka Stara Dębina przy źródle „Pod Jaworem” jest miejscem nawiedzanym przez pokutujące dusze i siedzibą sprawcy wszelakiego zła – Szkarłatnego Karła.
Szkarłatny Karzeł, pan kniei, która niegdyś rosła na wzgórzach okalających dolinę Skawy był serdecznym przyjacielem wszystkich stworzeń, jakie zamieszkiwały jego włości. Początkowo starał się pomagać nawet ludziom, którzy osiedlili się na Pogórzu. Kiedy jednak spostrzegł, że ci, wkraczając w puszczańską dziedzinę, toporami i ogniem niszczą w swej zachłanności miejsca szczególnie przezeń ulubione, pogrążył się w smutku wielkim. Ach, ileż łez spłynęło po jego starczej twarzy. Z nich u stóp potężnego jawora utworzyło się źródło. A gdy zwierciadło wody odbiło zapłakane oczy krasnala, serce pana kniei skamieniało. Od tej pory uchodził za istotę czyniącą zło. Jego pojawienie się zawsze zwiastowało nieszczęście.
To, o czym teraz opowiem miało miejsce przed prawie czterystu laty…
W witanowickim grodzie mieszkał zacny ród Palczowskich. Jego synowie wiele dla kraju zdziałali, chociaż później innowierczym ruchom przewodząc, cień niechęci na swą potomność sprowadzili. Pośród niej, w rodzinnym gnieździe nad Skawą, wzrastał panicz Jędrzej. Młodzian przystojny, matki wdowy, a i familii całej ulubieniec. Dla nauk wszelakich pojętny, w szermierce, zaś szczególnie w jeździe konnej, zawsze pierwszy. W gronie dziedziczki od lat dziewczęcych przebywała dwórka Hania, wyjątkową urodą obdarzona. Jasnowłosa, o błękitnych oczach, schludna inteligentna rychło pozyskała względy Jędrzeja. Towarzyszył jej na pokojach, wędrował z nią przez park, zabierał bryczką nad Skawę. Często odpoczywali przy źródle pod jaworem…
Wieść o romansie młodego dziedzica ze służką szybko obiegła okolicę. Hanię wydalono ze dworu…
Jakże wielki ból przeszył serce Jędrzeja! Oddalał się samotnie z domu, siadując pod ulubionym jaworem. To znowu zaprzęgał parę białych koni do bryczki i jak szalony pędził nad Skawą. Biegł za nim tylko wierny owczarek Dunaj.
Pewnego dnia chłopiec ująwszy twarz w dłonie gorzko zapłakał siedząc na skraju dębiny. Nagle poczuł dotknięcie chłodnej dłoni. Przed nim stał karłowaty człowieczek w purpurowym płaszczu.
– Nie obawiaj się – rzekł krasnal z ogorzałym obliczem pooranym głębokimi bruzdami. – Nic złego ci nie zrobię. Jesteś Jędrzeju panem tej krainy, w której niegdyś ja włodarzyłem. Zastaję cię w smutku i jedynie pomóc pragnę.
Młodzian wyłuszczył karłowi swoje troski, a w odpowiedzi usłyszał:
– Spójrz, oto mam ze sobą wodę, czyniącą serce niewzruszone wobec wszelkich smutków. Takie od wieków noszę we własnej piersi… Zechciej zakosztować jeno…
Jędrzej sięgnął po róg pełen napoju. Pijąc dostrzegł, jak twarz przybysza wykrzywia się w ironicznym uśmiechu…
– Teraz będę z tobą – dodał cicho krasnal…
Chłopiec z trudem dotarł do dworu. Długo nie mógł zasnąć wpatrując się w płomień świecy. Dostrzegł w nim naprzemian oblicze Hanusi, to znów pałające dziwnym blaskiem oczy karła…
Następnego dnia ruszył bryczką nad Skawę. Wracającego owinął podmuch wiatru, który rzucał w twarz mgłę nieprzeniknioną… Spod jawora wyszła mu na spotkanie Hanka. Ach, gdzieżby w tym pędzie ją dojrzał, gdzieżby usłyszał krzyk stratowanej przez konie dziewczyny!
Wieść o jej śmieci i pochówku na witanowickim cmentarzu także ominęła świadomość Jędrzeja. A potem, długo i rzęsiście padał deszcz. Szum wezbranej rzeki wzywał Jędrzeja. Zasiadł za zaprzęgiem białych rumaków w ulubionej bryczce. Ruszył. Jego śladem podążył Dunaj… Jakże łatwo w młodzieńczej wizji przeprawić się przez niosącą falę powodzi Skawę!
Łoskot zmąconej wody i szmer kropel ulewy zagłuszył rżenie koni, skowyt Dunaja i ostatni krzyk rozpaczy młodego człowieka. Przeminęło. Nad rzeką stał tylko Szkarłatny Karzeł. Wszak spełnił obietnicę.
Nigdzie nie odnaleziono ciała Jędrzeja. Jako topielec, którego szczątków nie okryła święcona ziemia swoje widmo umieścił pośród starej dębiny. Tu przychodzi od wieków. Cień pokutnika o kamiennym sercu. Cień bez twarzy… Szukają go białe, pędzące konie i piec – widywane nocami przez miejscowych. Nie zatrzyma go przy jaworowym zdroju nawet rozpaczliwy krzyk Hanusi…
A Szkarłatny Karzeł?
Znów pojawił się przed laty, kiedy wolą ostatniego dziedzica witanowickich dóbr, padł stary jawor nad źródłem…
Zachodził drogę żyjącym po dziś dzień ludziom, jako stróż resztek puszczańskich pozostałości. Zaś studnia „Pod Jaworem” daje teraz wodę, która krzepi serca oczarowanych pięknem przyrody.