Urząd Gminy Tomice
ul. Wadowicka 51
34-100 Tomice
Godziny otwarcia:
poniedziałek: 8:00 - 16:00
wtorek-piątek: 7:00 - 15:00
Dane kontaktowe:
+48 33 823 35 98
gmina@tomice.pl
Tomice / Dla turysty / Tomickie legendy / Legenda o „Słonej wodzie”

Legenda o „Słonej wodzie”

Z Wieliczki ruszyły w drogę na Węgry załadowane solą połuby. Wielkopiątkowe popołudnie z niebem zasłoniętym ciemnymi chmurami nie wróżyło pomyślnej podróży. Wkrótce ulewa strugami wody otoczyła jadących. Przemoczeni i zziębnięci dotarli do Skawiny przed nocą. Ranek powitał ich słońcem, śpiewem ptaków, mgłą nad łąkami, przez wiosnę ubarwionymi smużką zieleni i złotymi plamami kaczeńców. Ruszyli dalej, kierując się prastarym szlakiem ku Zatorowi. Wkrótce zanurzyli się w cieniu bachowickich i tłuczańskich borów. Słońce podążało jużpo zachodniej części nieboskłonu, gdy Zbyszko i Dobek, w ostatnich wozach jadący zatrzymali swe zaprzęgi….
– „Co się stało ?” – spytał powożący Radost. „Wszak Zator już blisko i tam przez święta popasać będziemy. Bo w Wielkanoc wędrowanie godzi się…”.
– „Zator… książęce to włości, a komora celna po drodze… Znam ci inną drogę… Komorę ominiemy, a popas wypadnie w Wadowicach… Juści wyprzedzimy innych…. Dwie mile jeno! – rzekł Zbyszko.
– „Ruszaj w las, drożyną na lewo… Przed wieczorem staniemy”. – rozkazał Dobek.
Skrzypiąc i kołysząc się ruszyły wozy wyboistym szlakiem. Konie co raz grzęzły w rozmokłej deszczem ziemi. Poruszali się bardzo wolno. Często schodzili z wozów pomagając w pokonaniu głębokich kolein. Jakoś dotarli do pierwszych wiejskich domostw. Napotykali ludzi spiesznie idących ścieżkami na południe…
– „Do kościoła zdążają… Zmartwychwstanie Pańskie blisko” – mruknął Radost.
– „Poganiaj, poganiaj” – warknął z wozy Dobek… „Noc zapada”…
Przeciął powietrze bat Radosta… Zerwały się konie. Wtem wóz pochylił się gwałtownie w lewo. Na nic zdały się okrzyki woźnicy… Obok zatrzymał się wóz Zbyszka.
– „Bagno, bagno, Panie” – wołał Zbyszko z trudem biegnąc do pierwszego zaprzęgu. – „Nie ruszymy”.
– „Bierz ludzi, niech drągi wyrąbią i wozy podniosą” – rzekł Dobek.
Ruszyli w las. Po chwili ozwały się rozpaczliwe głosy: „Pomocy, ratunku! Toniemy!”
Mrok nawałnicą przyniesiony gęstniał. Zawirowały płatki śniegu. I deszcz siekł niemiłosiernie.
„Konie! Wyprzęgaj konie!” – ryknął Dobek… Radost próbował wydostać zaprzęg… Z daleka odezwały się dzwony. „Na Zmartwychwstanie” – szepnął chłopak grzęznąć w bagnie. Jakoż i jego czeluści otwarły się chłonąc konie, wozy i ludzi… Na powierzchnię wyciekła struga rdzawej wody. Zabulgotało trzęsawisko, wyrzucając bańki powietrza. Ucichły głosy…
Rankiem, w Wielkanoc szło do woźnickiego kościoła pacholę wraz z matką. Spostrzegłszy źródełko przy drodze, dziecko pochyliło się, aby zaczerpnąć wody. Ledwie chłopiec zakosztował płynu, zakrzyknął zdumiony: „Matulu! Matulu!… Obaczcie ino! Ktoś odmienił nasze źródło! Ta woda jest SŁONA…” I tak już zostało.