Urząd Gminy Tomice
ul. Wadowicka 51
34-100 Tomice
Godziny otwarcia:
poniedziałek: 8:00 - 16:00
wtorek-piątek: 7:00 - 15:00
Dane kontaktowe:
+48 33 823 35 98
gmina@tomice.pl

Boginki

Czy wiecie co to są ”boginki”? Tą nazwą określa się leśne duchy zamieszkujące zarośla nad strumieniami i bagnami. Przybierają najczęściej postać kobiety o nogach wilka, będącej wcieleniem dzieciobójczyni. Nic też dziwnego, że właśnie noworodkom groziło z ich strony największe niebezpieczeństwo. Boginki porywały ludzkie niemowlęta podrzucając swoje potomstwo. „Podrzutki”, nazywane też „odmieńcami”, sprawiały swoim rodzicom wiele kłopotów… A to choroby, a to psoty najróżniejsze, wreszcie lenistwo niepomierne… Matki, strzegące swoich pociech, w obawie przed leśnymi demonami zaopatrywały swoje potomstwo w medaliki, poświęcone zioła, tasiemki lub czerwone czapeczki…
Był też inny rodzaj boginek. Zwały się „mamuny”, bowiem „mamiły” czyli zwodziły ludzi swoim głosem lub pojawieniem się w miejscach szczególnie niebezpiecznych. Kto podążył za nimi, ginął niechybnie. Pokutujące dusze samobójczyń przybierające postacie młodych dziewcząt wabiły śpiewem mężczyzn prowadząc na bezdroża, w otchłań bagien, nad przepaście. Przed nierozważnym krokiem mogła powstrzymać ofiary boginek jedynie czuwająca nad nimi, bliska sercu niewiasta.
Pośród lasów i wzgórz na pograniczu wsi Lgota i Wysoka znajduje się miejsce o nazwie „Boginki”. Jest to pozostałością otoczonego legendą trzęsawiska. Bagienna czeluść o złej sławie niejedno młode życie pochłonęła…
Przed wieloma laty we Lgocie mieszkała dziewczyna imieniem Zofia. Smagła, kruczowłosa, o spojrzeniu pełnym ciepła i radości życia. A że z ubogiej wywodziła się rodziny, często posługiwała w miejscowym dworze. Zachodził tam również gospodarski syn – Stanisław. Rychło związały ich nici uczuć gorących. Potem, niby to przypadkowo, spotykali się na ścieżkach wiodących do lasu… To znowu na polanie, gdzie Zosia zbierała jagody, a Stach krzesał pnie powalonych drzew na budowę dworskiej stodoły. Tak minęło lato… Jesienią w witanowickiej świątyni ogłoszono ślubne zapowiedzi. Wolą rodziców Stanisław miał pojąć za żonę Marię, która w swoim wianie wnosiła parę mórg dobrej ziemi. Ach, gdzież tam Stachowej narzeczonej było z urodą do Zosi! Małomówna, bojaźliwa, nawet oczu nie śmiała podnieść na przystojnego młodzieńca. Gdzieś w jej sercu tliła się jednak radość na myśl o wspólnych chwilach, jakie spędzi z wybrańcem losu.
W dniu ich wesela Zosia zaginęła. Przepadła bez wieści. Któż wiedział, że rozpacz zaprowadzi ją na drogę samobójstwa?
Zapadał wieczór. Dziewczyna powędrowała górską ścieżką przez leśną polanę. Wiatr niósł liście buczyny opadające na liliowy kobierzec wrzosu. Poświata księżyca wydobywała na tle nieba uniesione konary drzew, jak ręce w geście szukania nadziei…
Zosia jej już nie miała. Zatrzymała się na skraju torfowiska, które otulone niebieską smużką mgły zapaliło nagle błękitne światełka „błędnych ogników”. Zbliżały się one do dziewczyny, jakby znacząc drogę. Wtem z mrocznej toni uniosły ramiona dwie piękne kobiety, w wiotkich, zielonkawych sukniach.
Zapraszający gest białych dłoni…
Jeszcze krok, jeszcze tylko kilka kroków. Nad głową Zosi zamknęła się rdzawa powierzchnia wody.
Stach długo nie mógł oddalić od siebie najgorszych przeczuć i myśli. Często we śnie widział postać ukochanej dziewczyny. Zrywał się z jej imieniem na ustach. Marysia darząca męża najprawdziwszą miłością znała tajemnicę boginek z bagna pod Wysoką. Postanowiła czuwać. W czerwcową noc, na przymknięte powieki Staszka spłynęło światło pełni księżyca, przynosząc obraz Zofii. Uniósł się z pościeli, by podążyć na kobiecym głosem. Prowadził go śpiew, drogą pełną tajemniczej jasności, przez zakryty oparami las. Nagle zjawiła się pulsująca blaskiem toń jeziorka…
A przed nim postać Zosi, w białej szacie…
Przyszła…
Och, jaka piękna!
Wtem, z głębi nocy doszedł do jego uszu przerwany łkaniem okrzyk „Stasiu, wróć!”. Otworzył oczy. Wokół mrok i złowrogo syk grzęzawiska. Przy nim stała zapłakana żona Marysia.
– Co się stało? Dlaczego tu jestem” – wyszeptał młodzieniec.
– Wezwały Cię boginki. Zosia jest pośród nich. A teraz chodź. Masz poranione nogi. Ja też myślę o niej… Może postawimy tutaj krzyż? – odpowiedziała Maria.
Po raz pierwszy Stach w czułym geście objął żonę ramieniem.
Odtąd żyli szczęśliwie. Nie ma już krzyża przy bagnie, chociaż głosy boginek zwabiły innych, aby otworzyć przed nimi wrota śmierci…
Są resztki podmokłej łąki. Kiedy będziecie wędrować szlakami Pogórza Wielickiego, odszukajcie to miejsce. Wspomnijcie Zosię, Stacha i Marysię, tu czary przenikały więzy miłości…